Statystyki
News: 1612 | Recenzje: 935
Wywiady: 127 | Relacje: 66
Artykuły: 23 | Galerie: 50
Nowe wywiady

Black Velvet Band: "Wszystko zaczęło się od ciemnego piwa"
Valkenrag: "Wikingowie nie kojarzą się z odstawionymi w koronkowe fatałaszki fircykami"
Dragowit: "Każda nacja chętnie sięga do swoich korzeni"
Leszek Wojnicz-Sianożęcki: Wyzwania metalowego człowieka renesansu
Wojciech Hoffmann: "Nie lubię nudy w muzyce!"
Nowe relacje

15.01.2016 - Mr Pollack
10.12.2015 - Judas Priest
13.11.2015 - Besides
23.10.2015 - Night Mistress
18.07.2015 - Hunter
03.06.2015 - Testament
30.05.2015 - Myly Ludzie
15.03.2015 - Acid Drinkers
Patronujemy

Turbo - trasa

Däng - Tartarus: The Darkest Realm
No Remorse Records 2014
01. Sisyphus
02. Salmoneus
03. Titans
04. Ixion
05. Danaides
06. Tityos
07. Tantalus

Skład:
Chris Church - gitara, wokal
Scott Cornette - gitara
Matt Lutton - bas
Brian Beaver - perkusja




Ilu z Was lubiło w szkole podstawowej lekcje języka polskiego i historii poświęcone mitologii greckiej? Ja ich nie znosiłem i to głównie dlatego, że nauczyciele wykładali wszystko tak sztampowo, bez emocji, mechanicznie, a chyba nikt tego nie lubi. Nawet najwspanialsze, najciekawsze rzeczy beznadziejny nauczyciel potrafił obrzydzić. Dlaczego o tym wspominam? Ano dlatego, że pochodząca z USA formacja Däng na swoim tegorocznym, debiutanckim albumie zawarła koncept oparty właśnie na mitologii greckiej i w tej wersji łykam ją bez popity.

Według noty prasowej dołączonej do płyty, Däng gra progresywny hard rock i metal, a ja Wam powiem, że guzik prawda. Tartarus: The Darkest Realm to ponad pięćdziesiąt minut klasycznego do bólu, staroszkolnego, bardzo epickiego doom metalu z wieloma elementami hard rocka. Zdarza się, że w poszczególnych utworach mamy owszem mocno rozbudowane partie instrumentalne i długie pasaże gitarowe, ale nie określiłbym w żadnym wypadku tej muzyki metalem progresywnym. Nad całością unosi się duch czasów minionych, mrok i tajemniczość. Akustyczne brzmienie perkusji, surowe, bardzo ciężkie gitary, pogłos w wokalu, wielogłosy (Titans, Tityos) i dużo przestrzeni to ewidentne i wyraźnie wyczuwalne nawiązania do muzyki z przełomu lat 60. i 70., kiedy w oparach i dymach powstawały wspaniałe dzieła, jak np. pierwsze krążki Led Zeppelin i Black Sabbath. Däng czerpie z tamtych czasów pełnymi garściami, ale nie tylko. Sporo tu nawiązań do St. Vitus, Solitude Aeturnus, a także dokonań Danziga. Ktoś porównał tę muzykę także do Toola i chyba faktycznie, kilka elementów może takie skojarzenia nasuwać. To by wyjaśniało skąd wzięło się określenie „progresywny”. Najlepszym przykładem będzie tu chyba Danaides z partią gitary akustycznej ocierającej się miejscami o brzmienia a’la flamenco przy akompaniamencie szemrzącej wody. To chyba najbardziej rozbudowana kompozycja na płycie i jednocześnie moim zdaniem najsłabsza. Zdecydowanie wyróżniają się dwa pierwsze utwory, czyli opowiadający historię jednej z najbardziej znanych w mitologii postaci - Syzyfa - utwór Sisyphus oraz Salmoneus z chwytliwym riffem. Do grona najlepszych zaliczyć należy również długi i złożony Tityos, w którym gitarzyści serwują całą gamę kapitalnych riffów, które ciężko zliczyć. Takich ciekawostek jest na tym albumie mnóstwo i praktycznie wszystkie utwory, mimo swej prostoty, wkręcają się w głowę i zadomowiają się w niej. Nad wszystkim góruje kapitalny wręcz głos Chrisa Churcha, który dysponuje szerokim wachlarzem możliwości i mocno różnicuje śpiewane przez siebie partie, bez trudu przemieszczając się od niskich, danzigowskich rejestrów do bardzo wysokich, wręcz krzyczanych. Ma facet w głosie coś, co od pierwszego usłyszenia sprawia, że wszystkie elementy tej układanki zdają się pasować do siebie idealnie. Tak czy inaczej obraz muzyki zawartej na debiucie Amerykanów powinniście już w głowach mieć całkiem wyraźnie naszkicowany.

Nie wiem, czy na takie granie jest aktualnie popyt i czy zespół będzie potrafił zainteresować sobą szersze grono odbiorców, ale wydaje mi się, że to jest muzyka adresowana do raczej nielicznej grupy odbiorców, którzy szukają dźwięków ambitnych, klasycznych, ale nie śmierdzących stęchlizną i naftaliną. Debiutancki krążek Däng to solidna rzecz osadzona w klasyce, ale na miarę naszych czasów.


Atrej: 8.5/10

www.dangrocks.com
www.facebook.com/Dangrocks



Bookmark and Share

Dodane przez Atrej dnia styczeń 27 2014 19:18:08 1038 Czytań · Drukuj
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Świetne! Świetne! 100% [1 Głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Żadnych głosów]
Dobre Dobre 0% [Żadnych głosów]
Przeciętne Przeciętne 0% [Żadnych głosów]
Słabe Słabe 0% [Żadnych głosów]
Znajdziesz nas także tu:

Nowe recenzje

Scarleth – The Silver Lining
Morhana - When the Earth Was Forged
Gorthaur - XX
Sectorial – W.A.T.R.A
Odetosun - The Dark Dunes Of Titan
Soundfear – Aztlan (The Early History of Soundfear)
Nergard – A Bit Closer To Heaven
Nowe artykuły

Rockowa biżuteria męska
Iron Maiden a sprawa polska
Historia Pewnego Malarza … i dobrze się sprzedaje!
Muzyka i religia
Reklama
Metalowa prasa